Ja się nie przyzwyczaję - Danuta Rinn
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (3)
Do smogu, gdzie potrzebny tlen,
plastiku, gdzie potrzebny len,
pajaca, gdzie potrzebny men – ja się nie przyzwyczaję...
Zastępczych opakowań chłam
w nieopisanej wzgardzie mam,
nie o to szło, nie po to szłam przez lat dojrzałych gaje
I póki serce w piersi gra,
sumienie skład swych zasad zna,
nie wiem, jak inni, ale ja – ja się nie przyzwyczaję!
ta myśl przenika mnie do cna,
już taka widać jestem ja i moje obyczaje,
Do czerni, gdzie potrzebna biel,
do picu, gdzie potrzebny cel,
nie wiem, jak inni w PRL – ja się nie przyzwyczaję!
Walczę z tą myślą, jak z mało którą,
walczę z tą myślą, głupią do łez:
„Przyzwyczajenie drugą naturą,
akceptuj lepiej świat, jaki jest.”
Pod szarą chustą miejskiego nieba,
pod bladym słonkiem, co w górze lśni,
drugiej natury mi nie potrzeba,
jedna mi całkiem wystarczy i
Do kłamstw, gdzie prawdy trza choć kęs,
bełkotu, gdzie potrzebny sens
Co rano, proszę pań, proszę panów,
nowych problemów spotykam gąszcz
i tyle moich pragnień i planów
ambiwalencje przenika wciąż.
W miejskiego ranka smutnej szarości,
w miejskiego ranka leciutkiej mgle
tyle ogarnia mnie wątpliwości,
ale na pewno wiem jedno, że
Do szeptu, gdzie potrzebny krzyk,
prostactwa, gdzie potrzebny szyk,
nadmiaru, gdzie wystarczy łyk – ja się nie przyzwyczaję...
Do chamstwa, gdzie potrzebny wdzięk,
czelności, gdzie potrzebny lęk,
do ciszy, gdzie potrzebny jęk – ja się nie przyzwyczaję...